Zrobiłam, co
miałam zrobić. Spoglądam na zegarek i doznaję szoku, gdy okazuje się, że minęły 2
godziny. Aż 2 godziny, a ich nie ma. Zwykły spacer na ogół tyle nie trwa…
Podchodzę do okna i oddycham z ulgą, widząc Zbyszka trzymającego za rękę Izę.
Mijają bramę i wchodzą na osiedle. Niedługo potem otwieram domofon, słyszę
zatrzymującą się windę i pukanie do drzwi.
- Jesteśmy.
– od razu mówi uśmiechnięty brunet.
- Długo Wam
zeszło. – wpuszczam Izę z Fado, a jemu zagradzam drogę opierając się o lekko
uchylone drzwi.
- Chciałem,
żebyś popracowała.
- Nie
spodziewałam się tego po Tobie. – mówię z ironią w głosie, lecz Zbyszek nic
sobie z tego nie robi.
- Mówiłem,
że dam sobie radę.
- Powiedzmy,
że miałam małe wątpliwości. Jak było?
- W
porządku. Iza to bardzo fajna i mądra dziewczynka. Dowiedziałem się wielu
ciekawych rzeczy.
- Na
przykład?
- Słyszałem,
że dziś na kolację robisz makaron. – uśmiecha się szczerzej i porusza brwiami.
- No, i? –
pytam niepewnie.
- No, i…
Wciąż nie dostałem nagrody za wizytę w wulkanizacji. – opiera dłoń o futrynę i
nachyla nade mną. – Wpadnę po treningu.
Mam nadzieję, że dobrze gotujesz. – puszcza mi oczko, dupek jeden.
- Nie martw
się, zapakuję Ci trochę.
- Nie biorę
na wynos. – zaczesuje mi włosy za ucho. Unoszę wzrok i od razu zaczynam tego
żałować, gdyż nie mogę oderwać wzroku od jego oczu. Skubany zauważa to i
delikatnie przesuwa palce z mojego ucha na podbródek i unosi go do góry. – Do
zobaczenia, Karolinko. – na te słowa odsuwam się od niego i marszczę czoło. – No,
tak… Zapomniałem… - robi ze mną to samo, co ja z nim! Przygryza wargę i kciukiem
znowu łapie mnie za brodę. – Przecież nie lubisz, gdy tak się do Ciebie mówi. –
kontynuuje i robi tą swoją cwaniacką minę. Puszcza mi oczko i odchodzi. Tak po
prostu odwraca się i odchodzi! Po raz
pierwszy to ja stoję jak osłupiała i obserwuję jego znikającą sylwetkę. Czyżby
zaczynał pokazywać swoje prawdziwe oblicze?
- Iza! – od
razu ją wołałam, gdy wchodzę do mieszkania. – Jak było na spacerze?
- Super! –
blondynka bardzo się ekscytuje. Z wrażenia nie może ustać w miejscu. – Byliśmy
na spacerze i na placu zabaw, a potem na lodach! Zbyszek jest super! I ma
fajnego psa! – dziwię się, że może złapać dech, bo mówi to tak szybko… - I
Ciebie też lubi!
- Co?
- Powiedział
mi.
- A co
jeszcze mówił?
- Nie
pamiętam. – no tak, czego ja oczekuję po dziecku… - To, co? Idziemy na te
zakupy? Trzeba zrobić ten makaron.
- Idziemy!
***
Właśnie
zaczynam się przebierać, kiedy do szatni wpadają roześmiani Kubiak z
Czarnowskim. Patrzą na mnie, na siebie i po chwili wybuchają jeszcze większym
śmiechem.
- Co jest,
kurwa? – nie spuszczam im wzroku.
- No, no
Zbysiu. Nie chwaliłeś się… – Kubiak szturcha ramieniem Patryka, a ten podaje mi
telefon. Na wyświetlaczu jest moje zdjęcie z Izą. Skąd oni je mają?!
- Widziałem,
Cie na spacerku.
- A co Ty
robiłeś w parku? I to koło mojego osiedla?! – dziwę się na słowa Patryka.
- Miałem coś
do załatwienia. Nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. – Czarnowski
przesuwa wzrok na telefon.
- Byłem z
nią tylko na spacerze. – nie wiem czemu się tłumaczę.
- Czego nie
robi się dla kobiety… - zaczyna Łasko.
- Tego się
po Tobie nie spodziewałem. – patrzę na Kubiaka, jak na kretyna i czekam, co tym
razem wymyśli. – Jeszcze się z laską nie przespałeś, a już wrabia Cię w
dzieciaka.
- Jebnij się
w ten pusty łeb.
- Może ona
zamiast chłopaka szuka niańki? – dobrali się z Czarnowskim.
- Ma jaja.
Ja bym Cię nie puścił z dzieckiem. – Łasko też nie może wyrobić ze śmiechu.
- Lepiej mów
jak było. – Kubiak klepie mnie po plecach.
- Stary, myślałem,
że ją zgubiłem!
- Co?
- Na
początku byliśmy na spacerze, szła tuż obok, więc było spoko. Potem wymyśliła,
że chce na plac zabaw. Zostałem z psami, ona poszła się bawić, a po chwili
podleciały jakieś małolaty po autograf. Podpisałem się, unoszę wzrok, a Izki
nie ma! Kurwa, wiecie jak się przestraszyłem?! Nie mogłem jej znaleźć! Na tym
placu było pełno dzieciaków, a każdy wyglądał tak samo! Myślałem, ze dostanę
pierdolca!
-
Zapamiętajcie, żeby nic nie zostawiać mu pod opieką.
- Znalazłeś
ją?
- Chodziłem
i rozglądałem się, przyglądałem się każdemu dzieciakowi, aż nagle ktoś
pociągnął mnie za nogawkę. Na szczęście to była ona. Dawno nie czułem, takiej
ulgi! – znowu przechodzą mnie ciarki na samą myśl o tym.
- Widać, kto
jest mądrzejszy. Pewnie teraz opowiada Karoli jak Cię znalazła.
- Pojebało
Cię?! Zawarliśmy umowę, to nasza tajemnica. Zabrałem ją na lody.
- Stary
zapomniałeś gaci czy co się z Tobą dzieje?
- Boisz się,
że Karola Ci dokopie?!
- Wieczorem
jemy razem kolację.
- W końcu!
Trzeba było tak od razu.
- A i w
sobotę idzie z nami na imprezę. Mordy w kubeł! – rozglądam się po nich i mam
nadzieję, że nie wyskoczą przy niej z
niczym.
- Kurwa,
chyba muszę kupić sobie psa. - wychodząc z szatni, mówi Polański.
- Zbyszek
może pożyczyć Ci Bobka. – wszyscy znowu wybuchają śmiechem. Banda kretynów.
Zero współczucia i pomocy, koledzy…
***
Opieram się
wygodnie o oparcie krzesła, upijam łyk wina i z uśmiechem na twarzy spoglądam
na Zbyszka. Miałam nadzieję, że nie przyjdzie. Tymczasem zajada się moim
makaronem i żartuje z Izą. Czuję się jak piątek koło, bo podczas całej kolacji
nie odezwałam się ani słowem. Zjeść też nic nie zjadłam, bo na jego widok
straciłam apetyt. Czas przerwać tą sielankę.
- Późno już.
Iza do łazienki. – wstaję i zaczynam zbierać talerze.
- Już? –
mówi tym swoim smutnym głosikiem, ale dziś nic tym nie wskóra.
- Bez
gadania, poza tym Zbyszek też już idzie.
- Tak? –
znowu pyta tym prowokującym tonem głosu. Jedynie kiwam twierdząco głową i idę
do kuchni. Wkładam naczynia do zlewu, słyszę zamykające się drzwi do łazienki,
a chwile później szum lecącej wody.
- Myślałam,
że poszedłeś. – zwracam się do Zbyszka, który opiera się obok mnie o szafkę.
- Myślałem,
że porozmawiamy. Strasznie cicha byłaś podczas kolacji.
- Skąd
wiesz, że zawsze taka nie jestem?
- Podczas
kolacji? Nie wiem. Mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazje się przekonać. – odkładam brudne naczynia i odwracam
się w jego stronę. Nie jestem pewna czy dobrze usłyszałam. Widząc, jego minę
wiem, że nie przesłyszałam się. Zaskoczył mnie to fakt. Uśmiecham się i
zaczynam kręcić głową. Zbyszek natomiast cały czas jest poważny. Nie spuszcza
ze mnie wzroku. Wygląda jakby o czymś myślał. Odwracam się i chcę wrócić do
poprzedniej czynności, lecz mi to uniemożliwia. Łapie mnie w pasie i delikatnie odwraca w swoją stronę. Dobrze wiem, co
zamierza. Ciekawe, jak to rozegra. Stoję bez ruchu. Brunet przygryza wargę, a
ja spoglądam już tylko na jego usta. Przesuwa ręce na moje plecy i przysuwa
mnie jeszcze bliżej siebie. Jedną dłoń kładzie na mój policzek i delikatnie
głaszcze mnie opuszkiem kciuka. O cholera! Czuję się tak, jakbym miała się pierwszy
raz całować. To czekanie dłuży się niemiłosiernie. Niech to w końcu zrobi!
Zbyszek przedłuża tą chwilę, ile tylko może, a ja ledwo powstrzymuje się, żeby
znowu się na niego nie rzucić. W końcu uśmiecha się delikatnie, a jego oczy
coraz bardziej błyszczą. Nachyla się pomału i delikatnie muska moje wargi. Robi
to szybko, ale bardzo subtelnie. Jeden, drobny całus. Stoimy bez ruchu i dzielą
nas milimetry. Czuję te napięcie, jakie się między nami wytworzyło. Chwilę
później ponownie czuję jego usta na swoich i tym razem całuje śmielej, coraz
śmielej. Splatam dłonie na jego szyi.
- Ciociu,
mogę z Tobą spać? – z sypialni dobiega do nas głoś Izy. Odsuwam się od Zbyszka
i zaczynamy się śmiać.
- Tak. –
odkrzykuję jej. – Czas na Ciebie. – mówię do bruneta i odprowadzam go do drzwi.
- Wrócimy do
tego. – odwraca się, gdy wychodzi na klatkę.
- Mam
nadzieję. – zaskakuję go swoimi słowami. – Powodzenia na meczu, Zbigniewie. –
nie czekam na jego odpowiedź. Zamykam drzwi i idę do Izy.
***
Zadowolony, ale i zaskoczony wysiadam z windy i wychodzę na zewnątrz. Unoszę głowę i spoglądam w kierunku okien szatynki. Gaśnie w nich światło, a z mojej twarzy nie schodzi uśmiech. Wiedziałem, od początku wiedziałem, że tylko się ze mną drażni...
________________________________________________________________________________
Karola... Karola, to taka mała zagadka, która lubi się droczyć, ale jak każda kobieta ma swoje zachcianki, pragnienia i potrzeby :). Następny zgodnie z planem - w czwartek :). Pozdrawiam :*
Kolejny rozdział na: I don't know what I want